Czy można ograniczyć władzę rodzicielską tylko w jednym zakresie?

W praktyce rodzinnej bardzo często pojawia się pytanie, czy sąd musi albo pozostawić pełną władzę rodzicielską, albo ją szeroko ograniczyć, czy też może ingerować tylko punktowo, w jednej konkretnej sferze. To ważne zwłaszcza wtedy, gdy problem między rodzicami nie dotyczy całego wychowania dziecka, lecz jednej dziedziny, na przykład leczenia, wyboru szkoły, wyjazdów zagranicznych czy zarządzania dokumentami. Odpowiedź jest twierdząca: tak, ograniczenie władzy rodzicielskiej może dotyczyć tylko jednego zakresu albo jednej kategorii spraw, jeżeli właśnie taka ingerencja najlepiej chroni dobro dziecka. Wynika to zarówno z konstrukcji art. 107 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, który pozwala ograniczyć władzę jednego z rodziców do określonych obowiązków i uprawnień, jak i z art. 109 KRO, który daje sądowi możliwość dobrania środka adekwatnego do konkretnego zagrożenia dobra dziecka.

Punktem wyjścia jest to, że władza rodzicielska nie jest jednym niepodzielnym prawem, które można jedynie „mieć” albo „stracić”. To zespół uprawnień i obowiązków dotyczących pieczy nad dzieckiem, jego wychowania, zarządzania jego sprawami i majątkiem. Skoro sama władza rodzicielska składa się z różnych elementów, sąd może ingerować tylko tam, gdzie rzeczywiście występuje problem. Właśnie dlatego w prawie rodzinnym ograniczenie władzy rodzicielskiej ma charakter elastyczny i ma służyć ochronie dziecka, a nie karaniu rodzica.

Najbardziej czytelną podstawą takiego częściowego ograniczenia jest art. 107 KRO. Przepis ten przewiduje, że gdy rodzice żyją w rozłączeniu, sąd może powierzyć wykonywanie władzy rodzicielskiej jednemu z nich, ograniczając władzę drugiego do określonych obowiązków i uprawnień w stosunku do osoby dziecka, jeżeli dobro dziecka za tym przemawia. To sformułowanie jest bardzo ważne, bo pokazuje, że ograniczenie nie musi być całkowite ani szerokie. Może zostać „uszyte na miarę” i dotyczyć tylko określonych spraw, w których konieczne jest rozstrzygnięcie, kto ma decydujący głos.

 

Podobnie działa art. 109 KRO, stosowany wtedy, gdy dobro dziecka jest zagrożone. Sąd opiekuńczy może wtedy wydać odpowiednie zarządzenia i wśród nich ustawodawca wprost wskazuje możliwość określenia, jakich czynności rodzice nie mogą dokonywać bez zezwolenia sądu, albo poddania ich innym ograniczeniom. To pokazuje, że ustawodawca nie wymaga od sądu działania schematycznego. Jeśli problem dotyczy jednego obszaru, sąd może ograniczyć rodzica właśnie tylko w tym obszarze, zamiast ingerować w całość władzy rodzicielskiej.

W praktyce oznacza to, że sąd może ograniczyć władzę rodzicielską na przykład tylko w zakresie współdecydowania o wyborze szkoły, tylko w sprawach leczenia, tylko w sprawach wyjazdów zagranicznych, tylko w zakresie zarządu majątkiem dziecka albo tylko w odniesieniu do prawa decydowania o miejscu pobytu dziecka. Tego rodzaju rozstrzygnięcia są szczególnie częste wtedy, gdy rodzice są w konflikcie punktowym. Nie chodzi na przykład o to, że jeden z nich w ogóle nie nadaje się do wykonywania władzy rodzicielskiej, ale o to, że nie są w stanie wspólnie podjąć decyzji w jednej newralgicznej sferze, a dziecko nie powinno ponosić kosztów tego konfliktu. Takie podejście dobrze odpowiada celowi ograniczenia władzy rodzicielskiej, który w świetle art. 109 KRO ma charakter ochronny, a nie represyjny.

Bardzo częstym przykładem jest ograniczenie władzy rodzicielskiej jednego z rodziców tylko w zakresie decydowania o istotnych sprawach związanych z edukacją i leczeniem dziecka. Sąd może dojść do wniosku, że rodzic powinien nadal utrzymywać relację z dzieckiem, być informowany o jego sytuacji i uczestniczyć w jego życiu, ale nie powinien mieć prawa blokowania decyzji szkolnych czy medycznych, jeśli wcześniej nadużywał tego uprawnienia albo działał w sposób destabilizujący życie dziecka. To nie jest pozbawienie władzy rodzicielskiej, lecz jej zawężenie do takiego poziomu, jaki jest bezpieczny i użyteczny z punktu widzenia dobra małoletniego.

Trzeba też wyraźnie zaznaczyć, że częściowe ograniczenie władzy rodzicielskiej nie jest tym samym co ograniczenie kontaktów. To dwie różne sfery. Rodzic może mieć ograniczoną władzę rodzicielską tylko w jednym zakresie, a jednocześnie utrzymywać szerokie i regularne kontakty z dzieckiem. Potwierdza to także orzecznictwo Sądu Najwyższego, które rozróżnia zakres pieczy rodzicielskiej od kwestii kontaktów i podkreśla, że nie są to tożsame instytucje. Ograniczenie władzy rodzicielskiej nie musi więc oznaczać odsunięcia rodzica od relacji z dzieckiem, lecz może dotyczyć wyłącznie uprawnień decyzyjnych.

Właśnie ta elastyczność jest jedną z najważniejszych cech sądowej ingerencji we władzę rodzicielską. Sąd rodzinny nie powinien ingerować bardziej, niż to konieczne. Jeżeli zagrożenie dobra dziecka można usunąć poprzez ograniczenie jednego konkretnego uprawnienia, to właśnie taki środek będzie zwykle właściwy. Zasada proporcjonalności jest w tych sprawach bardzo istotna. Głębsza ingerencja, taka jak szerokie ograniczenie władzy albo jej pozbawienie, powinna być stosowana wtedy, gdy łagodniejsze rozwiązania nie wystarczą.

Nie oznacza to jednak, że rodzic może „wybrać sobie” zakres ograniczenia albo że wystarczy złożyć prosty wniosek o pozbawienie drugiego rodzica prawa do decydowania tylko w jednej sprawie. Sąd za każdym razem musi zbadać, czy rzeczywiście istnieje potrzeba takiej ingerencji i czy wynika ona z dobra dziecka, a nie z wygody jednego z rodziców albo z chęci przejęcia kontroli. Sam konflikt między rodzicami nie zawsze jest wystarczający. Jeżeli sąd uzna, że rodzice przy odpowiednim wsparciu są w stanie współdecydować, może nie ingerować w ogóle albo ograniczyć się do łagodniejszych rozwiązań.

W praktyce duże znaczenie ma sposób sformułowania żądania i argumentacji. Jeżeli rodzic domaga się ograniczenia władzy rodzicielskiej tylko w jednym zakresie, powinien bardzo precyzyjnie wskazać, o jaki obszar chodzi, na czym polega problem i dlaczego dotychczasowy model współdecydowania szkodzi dziecku. Sąd nie działa abstrakcyjnie. Im bardziej konkretny jest spór, tym łatwiej dobrać środek adekwatny. Przykładowo, inaczej wygląda sprawa rodzica, który regularnie blokuje leczenie dziecka lub podpisanie zgody na niezbędny zabieg, a inaczej rodzica, który po prostu pozostaje w konflikcie z byłym partnerem, ale zasadniczo interesuje się dzieckiem i działa odpowiedzialnie.

Warto również pamiętać, że ograniczenie władzy rodzicielskiej tylko w jednym zakresie może zostać później zmienione. Sprawy rodzinne nie są raz na zawsze „zamrożone”. Jeżeli sytuacja się poprawi, rodzice nauczą się współpracować albo ustanie źródło konfliktu, możliwe jest późniejsze złagodzenie ingerencji sądu. Z drugiej strony, jeżeli częściowe ograniczenie okaże się niewystarczające, sąd może sięgnąć po dalej idące środki. Taka zmienność jest naturalna, bo centrum całej sprawy stanowi dobro dziecka, a ono jest oceniane w aktualnych realiach, a nie raz na zawsze.

Podsumowując, można ograniczyć władzę rodzicielską tylko w jednym zakresie, jeżeli właśnie taka, punktowa ingerencja najlepiej odpowiada dobru dziecka. Polski Kodeks rodzinny i opiekuńczy dopuszcza rozwiązania elastyczne i dostosowane do konkretnego problemu, zarówno na gruncie art. 107 KRO, jak i art. 109 KRO. W praktyce oznacza to, że sąd może zawęzić uprawnienia rodzica tylko do jednej sfery decyzyjnej, nie odbierając mu całej władzy rodzicielskiej i nie pozbawiając go automatycznie relacji z dzieckiem. Decydujące znaczenie ma jednak zawsze to, czy takie ograniczenie jest rzeczywiście potrzebne i proporcjonalne z punktu widzenia dobra małoletniego.

Napisz komentarz

Zarządzaj plikami cookies